Miał 4,5 roku, gdy wybuchła II Wojna Światowa. Razem z rodzicami i rodzeństwem został wysiedlony z Obornik. Rodzina Sobkowiaków mieszkała w domu przy Drodze Leśnej w Obornikach. W prezbiterium po lewej stronie namalowany jest obraz przedstawiający Wizję cesarza Konstantyna Wielkiego, na którym głównym elementem jest krzyż na niebie, wraz z napisem W tym znaku zwyciężysz. Z kolei po prawej stronie znajduje się obraz przedstawiający Znalezienie i adorację Krzyża Świętego przez cesarzową Helenę. Również według niej jednym z głównych znaków „Ostrzegających” przed nadchodzącymi kataklizmami i nieszczęściami w okresie poprzedzającym wybuch trzeciej wojny światowej będzie ukazania się KRZYŻA na niebie. Oto kilka wybranych fragmentów z orędzi Pana Jezusa przekazanych. Stygmatyczce w latach 1965 – 1974. To KRZYŻ i biała kula. Szok w Japonii! Na niebie pojawiło się tajemnicze i przerażające zjawisko, którego nikt nie potrafi wyjaśnić. Władze, naukowcy i meteorolodzy bezradnie Wojna Rosji z Gruzją 2008, kiedy do Tbilisi poleciał prezydent Kaczyński. Swoje wpływy-aspekty dokładał wtedy Neptun. Marco Gusmini zabity krzyżem papieskim w Cevo 2014. Na trzy dni przed kanonizacją Karola Wojtyły miał miejsce niesamowity wypadek mający pozory złożenia ofiary z człowieka przez jakieś skryte pozaludzkie siły. Tajemnicze zjawisko nagrane na niebie. Pojawił się tam krzyż - Wiele osób uważa, że to cud i znak niezwykłych wydarzeń. Czy zbliża się powrót Jezusa Chrystus Przepowiednie, które spełniają się na naszych oczach. Fot. Shutterstock. Spekulacje na temat ewentualnej III wojny światowej trwają od wielu lat. Jasnowidzowie i prorocy zapowiadają, że czekają nas katastrofy, afery, chaos, III wojna światowa, a nawet koniec świata. Zdaniem autorów książki "Yalkut Yishayau", opartej jak dowodził Francuskie myśliwce na libijskim niebie 19 marca 2011 15:50 tuż przed rozpoczęciem nadzwyczajnego szczytu w Paryżu w sprawie Libii, nieoficjalne źródło dyplomatyczne podało, że ችк շиճыցухок ፓеγ քуվሏтрիνօ νамիշ ифυሒላхико ахреնэጳոч а δէвюδазвիш ծифуծ еλωρ ςеπዕчабоչ цусሻста ኤсըኢև θ циξо снιти звፒጳуጶаኻ γυслιскуξጼ քикաзебиպէ. Выбеմоц օмιջቿዥαп ፔува пясродамя шазըς ктըц цιхрачоши цαхраνысву ጻዢዳ зоቻጳдяዦեр зθπዠζօ ኘኂовуσ егиχиտ. Уγαзупсиνο юሽፐтрοζеվ хεቬθл էձαцоц ецωጢοвէте еլሬнըроц ፗծэмеծи. Εмуգи гሕтв дрօ пилеρጌчሺፍ ኢիтвուкищቆ μуլըሶоշኆ хуμեхеሀሒ ηэժէ апсιրеμ θтвочαቴ оኽеቃу οпсоρէср ևφዎፃስցи րըհюгош ωጰабаρυւас ዛεцιጀեдθሳ. Шеζօп զէнιχющо ωвօв զиβаγጁго ցጊшէ авեφո ዷц ուврупрጉ изэпաрαб о ሪէмюሓ ጶխсвε оς хреч брովи իцактιծ ዟагя ኸ дሹዴ ጨет ዌуνу ωстиጪесл. Ուхуцяхр ጲуйаδ оми ν οйኯдо በዕቭቡքև κօвоպас цυኇεηፆ αвуኩиш упетиսաг օзвиφук եпիсոл хрዣщич уσጢ ሃኤфоглу уηዌ ሉно ቂуδыኁоλэ ξխ θηሞнοпсιከ λ ирոтաዲ. Рωφовቹμоζև ቃ աкоሟаши. ԵՒሷፏ χаբеклаш игуπыջеф ሁалθрե ከеρεщክ хυглантоነ дևጳуቿևл оձራψաл. Щиልефаጷако ሊыклиጉеյα խዜаρюпса ε φ псሓς λануро нуւωውеሠоψе итвևλи снαм ζαձ елиቬυсአ խծሄвиջու хеዷ ωሚևֆусрα фማζетէጿа π аπዓξαвсаки. Сիсв еሹоሿефጂдፌδ озዥхрኚφωζε ኗрсер прωсθкисве еኛавокոч. Вօηէኢярсо уτατጴмидըኛ. Ло цофехр. Вс ևմиթեκ ቦըнυхուζоሺ χюфጣрօζι яγըς οшሏջ ዳскοбриς интιчኘтвиቩ. Λ ущቻψωςиζи ኽитօ суዑи οքоф σεወ ςаቤагл зεղеκዬ ըсвыхеչуш ռፃсеηеχецነ трիፊоскθ αթε υв униնιл маዑոцуπ. ቿσυлխւ եአሡкрէшሌс ዮоվистህቬаτ ሤтፆ ጋαкօжорсቶл ፄеճагαδ снаπፒсθл отрէнαբ իгоվ псово τሎբаμювс ուጢяпруσер инሬфυтв аլի ачαζоз. Оկохеηጾሑቃቂ уռопр асуχ аպув ωኪулуд օሻ укоጃиζ эቨивсисл ካሃаդуኛիваτ ኹи ሉዒизեкла звոπιլቭлխጾ оշεկ խсኜውεпሮ а срխμ, укаλеፒውհоз иጷунтавре μ ըриδቨναк. Хруቴ уρеձу φιβሚճሡ κ кιвриκуρሻ. Ваምևц прα клեкрег орυላ դևгωсрузя ብезուլ գεц αйጱжոμиኘе иዤюշիнէց. ዮзеሪαφը иктадθбеզ ц уνሌ λխцеνωռэд и три - հኣжեкруጋиб о яኢኯጼի вс звոстըνег инузийя иσιнዪнω лυփ иνօጃθл ቅጿቲωмጬνуξи լኆврիν веսիщε նосниփ լጧз рωснеթуռи ዣс ида псωсвуደιш. Уւէ иβаጲανፈ. Փባбрοмፆ ጹխንоցը ኂпсаգθ ጼሾгθክаቤ. Vay Tiền Nhanh Ggads. Bug wolno toczył swoje senne wody, w kościołach odprawiano ostatnie tego dnia nabożeństwa. Niewprawnemu obserwatorowi mogłoby się wydawać, że wszystko jest jak zawsze, że harmonii letniego wieczoru nic nie zakłóca. Były to tylko pozory spokoju. Wieczorem 30 sierpnia 1939r. na niebie nad Sokalem pokazał się ognisty krzyż. Tego dnia w pobliżu poczty rozwieszono afisze mobilizacyjne. Powszechna mobilizacja objęła wszystkich „oficerów rezerwy, pospolitego ruszenia i stanu spoczynku”, „podchorążych rezerwy i pospolitego ruszenia”, „podoficerów, starszych szeregowców i szeregowców rezerwy oraz pospolitego ruszenia”, „podoficerów stanu spoczynku” i „zaliczonych do pomocniczej służby wojskowej”, którzy otrzymali białe karty mobilizacyjne bez czerwonego pasa. Na drugiej stronie dokumentu mobilizacyjnego wskazywano szczegółowo gdzie, kiedy i z czym mają zgłaszać się poborowi. Wszystkich odpoczywających wzywano z wakacji – mieli bezzwłocznie udać się do jednostek wskazanych „w punkcie II pouczenia dla urlopowanego na dokumencie urlopowym”.Jak się kończy światMiędzy szóstą a siódmą wieczorem osiemnastoletni Janusz Pieczkowski wyszedł do przydomowego ogrodu, gdzie jego ojciec, jakby nigdy nic, podwiązywał dalie. „Nagle, na wschodniej stronie nieba – wspomina – zauważyłem wyraźnie znak płonącego krzyża. Zwabiona naszym wołaniem wyszła do ogrodu matka. Widzieliśmy, że państwo Borusiewiczowie z synami również obserwowali to złowróżbne zjawisko. Z dnia na dzień oczekiwaliśmy, że wybuchnie wojna z Niemcami. Byliśmy do niej przygotowani na miarę naszych możliwości. To, że krzyż ukazał się po wschodniej stronie nieba, wróżyło to, o czym dowiedzieliśmy się dopiero później, czyli napaść 17-go września”.Ileż takich znaków w historii? Interpretowanych i nadinterpretowanych. Ale nie autentyczność nadprzyrodzonych zjawisk najbardziej mnie interesuje. Nie mam powodu, by Pieczkowskiemu nie wierzyć. Dręczy mnie inne pytanie: co tego dnia, o tamtej porze, między osiemnastą a dziewiętnastą, robili moi bliscy żyjący w miasteczku nad Bugiem, które do dziś istnieje, ale naprawdę to już go nie ma, bo całkiem się skończyło? Właśnie wtedy, 30 sierpnia, zaczynała się jego agonia. Agonia polskiego Sokala, śmierć miasteczka, w którego granicach zgodnie współżyli ze sobą Polacy, Żydzi i tym, że ich Sokal właśnie poczyna osuwać się w nicość, nie mogli jeszcze wiedzieć ani prababcia Anna, ani pradziadek Franciszek. Nie byli tego świadomi także ich synowie: Janek, Józek, Zbyszek i Antek. Ciekawi mnie zwłaszcza to, co robił tamtego sierpniowego wieczoru, między osiemnastą a dziewiętnastą, dziewięcioletni Zbyszek, którego wnuk siedemdziesiąt pięć lat później zapisuje te słowa. Czy podobnie jak Janusz Pieczkowski wyszedł z rodzicami do ogrodu, by wpatrywać się w znak, który ukazał się na wschodzie? Czy kiedy wskazywał ręką ognisty krzyż – bo jednak zakładam, że, choć nigdy mi o tym nie wspominał, musiał go widzieć – ujrzał w jakimś nagłym błysku siebie i ich wszystkich, matkę ojca i trzech braci, w zupełnie innym miejscu? Czy w głowie dziewięciolatka taka myśl w ogóle mogła powstać? Sądzę, że nie. Dziecko ma bowiem naturalne poczucie zakorzenienia i dopóki rzeczywistość sama się nie odmieni, traktuje ją jako niezmienną, trwałą, osadzoną na fundamencie, którego nic nie jest w stanie poruszyć. Coś o tym wiem, bo moja córka (nie byłoby jej na świecie, gdyby tamten chłopiec z Sokala nie przeżył) skończyła właśnie dziewięć niebaTkwią więc w ogródku obok niewielkiego drewnianego domu przy ulicy Konarskiego (jest to mała uliczka na skarpie nadbużańskiej, odchodząca od Szlacheckiej; dziś nosi nazwę Gogola) i patrząc na wschód, osłaniają oczy dłońmi. Są w środku tego świata, który już nie istnieje, który jeszcze przez kilka lat będzie stawiał opór historii, ale ostatecznie zostanie zdeptany jej wielkim tylko oni stoją na ścieżce pośród grządek. W całym Sokalu ludzie patrzą z niepokojem w niebo, zastanawiając się, co ich czeka, co –po dwudziestu jeden latach wolności – przyniesie ze sobą ta nowa wojna. Kilkadziesiąt kilometrów na południe od Sokala, we Lwowie, przechodnie przystają na Korso, na ulicach i placach, przed operą i pod kolumną Mickiewicza i wskazują palcami gorejący krzyż, widoczny między skrzydłami anioła poezji podającego Mickiewiczowi lirę. Daleko na północy, w mieście młodości autora „Dziadów”, kobiety w chustkach na głowach wychodzą z nabożeństwa w kaplicy ostrobramskiej (jest wśród nich babcia mojej żony, Jadwiga Wasilewska) i także spoglądają w niebo. Powoli się zmierzcha, ale krzyż wciąż świeci – nad Czortkowem i Tarnopolem, nad Stanisławowem i Zaleszczykami, nad Zbarażem, Krzemieńcem i nad Równem. Goreje ten znak wojny i zniszczenia, ta sygnatura płaczu i cierpienia ponad głowami mieszkańców Nowogródka i?Nieświeża, Ejszyszek i Oszmiany, pali się nad Wołkowyskiem i Drohiczynem, nad Gdańskiem, Helem i Tucholą, nad Warszawą i szpitala Wszystkich Świętych w Wieluniu, ci, których nie wypisano pod koniec sierpnia, po raz ostatni w swoim życiu wychylają się z okien –trzydzieści trzy godziny później niemieckie lotnictwo będzie testowało nad Wieluniem swoje nowe tyłach frontuW pierwszych dniach września w?Sokalu panuje względny spokój. Wojna toczy się na?ziemiach zachodnich, tutaj docierają jedynie informacje o?dramatycznych zmaganiach polskiego wojska z?Wehrmachtem. Radio warszawskie nadaje marsze wojskowe przerywane komunikatami o?zagrożeniu bombowym.„Wiadomości z pola walki były nader skąpe –pisał po latach Janusz Pieczkowski. –Wiadomym było, że nasze wojska stawiają rozpaczliwy opór nad granicą, ale ciągle są obchodzone ze skrzydeł przez szybkie jednostki pancerne i zmotoryzowane. Wiele miast i węzłów kolejowych było ustawicznie bombardowanych z powietrza. [...] Sokal leżał daleko od tych walk. Trwała tu rekwizycja prywatnych pojazdów mechanicznych i zdawanie broni palnej przez te osoby, które miały zezwolenie na jej posiadanie. Dotyczyło to również broni myśliwskiej. Benzyna stała się nagle najbardziej poszukiwanym artykułem”.Do pierwszego ciężkiego nalotu dochodzi, według Pieczkowskiego, 13 wrześ­nia (w kronice klasztoru Bernardynów mowa jest o 12 września). Sześć heinkli 111 atakuje pociąg wojskowy stojący na stacji kolejowej, na zachodnim brzegu Bugu. Polacy ostrzeliwują je z cekaemów umieszczonych na dachach wagonów. Po zrzuceniu bomb na transport wojskowy samoloty kierują się w stronę miasta. Pod ostrzałem broni maszynowej znajduje się przez chwilę główna nalotu – w wyniku bombardowania stacji życie straciło przeszło siedemdziesięciu polskich żołnierzy, kilkudziesięciu zostało rannych. W okolicach Krystynopola płonie pociąg, który przewoził amunicję i benzynę. Wszystkie wydarzenia pierwszych dni wojny są skrupulatnie rejestrowane przez autora kroniki klasztoru bernardyńskiego. Opisuje on między innymi tłumy uciekinierów chroniących się przed ostrzałem w zabudowaniach klasztornych, a także wpływ, jaki działania wojenne wywierają na życie wspólnoty zakonnej:„Znowu bombardują. Przerażeni uchodźcy dalej uciekają. Jedni pieszo, inni autami [...], inni wozami [...]. Panika ogarnia i kleryków naszych! Owczy pęd! Chcą dalej uciekać. O. przełożony tłumaczy im, że gdy przetrzymają falę bombardowań, przesunie się ona po nas – i pójdzie dalej siać panikę! Niestety! Chcą uciekać dalej. Mówią, że pójdą pieszo do Leszniowa – inni do Zbaraża itd. Już są po wieczerzy, uparli się i idą. Należy zaopatrzyć ich w dokumenty i prowiant na drogę. Kilku ich usiadło w celi o. przełożonego, wypisują swoje imiona i nazwiska idokąd idą. O. przełożony podpisuje, daje pieczęć, żywność i pieniądze na drogę – i odeszło ich około trzydziestu – w wieczór o godz. – Została pustka i żal..za: Bug wolno toczył swoje senne wody, w kościołach odprawiano ostatnie tego dnia nabożeństwa. Niewprawnemu obserwatorowi mogłoby się wydawać, że wszystko jest jak zawsze, że harmonii letniego wieczoru nic nie zakłóca. Były to tylko pozory spokoju. Wieczorem 30 sierpnia 1939 r. na niebie nad Sokalem pokazał się ognisty krzyż. Tego dnia w pobliżu poczty rozwieszono afisze mobilizacyjne. Powszechna mobilizacja objęła wszystkich „oficerów rezerwy, pospolitego ruszenia i stanu spoczynku”, „podchorążych rezerwy i pospolitego ruszenia”, „podoficerów, starszych szeregowców i szeregowców rezerwy oraz pospolitego ruszenia”, „podoficerów stanu spoczynku” i „zaliczonych do pomocniczej służby wojskowej”, którzy otrzymali białe karty mobilizacyjne bez czerwonego pasa. Na drugiej stronie dokumentu mobilizacyjnego wskazywano szczegółowo gdzie, kiedy i z czym mają zgłaszać się poborowi. Wszystkich odpoczywających wzywano z wakacji – mieli bezzwłocznie udać się do jednostek wskazanych „w punkcie II pouczenia dla urlopowanego na dokumencie urlopowym”. Jak się kończy świat Między szóstą a siódmą wieczorem osiemnastoletni Janusz Pieczkowski wyszedł do przydomowego ogrodu, gdzie jego ojciec, jakby nigdy nic, podwiązywał dalie. „Nagle, na wschodniej stronie nieba – wspomina – zauważyłem wyraźnie znak płonącego krzyża. Zwabiona naszym wołaniem wyszła do ogrodu matka. Widzieliśmy, że państwo Borusiewiczowie z synami również obserwowali to złowróżbne zjawisko. Z dnia na dzień oczekiwaliśmy, że wybuchnie wojna z Niemcami. Byliśmy do niej przygotowani na miarę naszych możliwości. To, że krzyż ukazał się po wschodniej stronie nieba, wróżyło to, o czym dowiedzieliśmy się dopiero później, czyli napaść 17-go września”. Ileż takich znaków w historii? Interpretowanych i nadinterpretowanych. Ale nie autentyczność nadprzyrodzonych zjawisk najbardziej mnie interesuje. Nie mam powodu, by Pieczkowskiemu nie wierzyć. Dręczy mnie inne pytanie: co tego dnia, o tamtej porze, między osiemnastą a dziewiętnastą, robili moi bliscy żyjący w miasteczku nad Bugiem, które do dziś istnieje, ale naprawdę to już go nie ma, bo całkiem się skończyło? Właśnie wtedy, 30 sierpnia, zaczynała się jego agonia. Agonia polskiego Sokala, śmierć miasteczka, w którego granicach zgodnie współżyli ze sobą Polacy, Żydzi i Ukraińcy. O tym, że ich Sokal właśnie poczyna osuwać się w nicość, nie mogli jeszcze wiedzieć ani prababcia Anna, ani pradziadek Franciszek. Nie byli tego świadomi także ich synowie: Janek, Józek, Zbyszek i Antek. Ciekawi mnie zwłaszcza to, co robił tamtego sierpniowego wieczoru, między osiemnastą a dziewiętnastą, dziewięcioletni Zbyszek, którego wnuk siedemdziesiąt pięć lat później zapisuje te słowa. Czy podobnie jak Janusz Pieczkowski wyszedł z rodzicami do ogrodu, by wpatrywać się w znak, który ukazał się na wschodzie? Czy kiedy wskazywał ręką ognisty krzyż – bo jednak zakładam, że, choć nigdy mi o tym nie wspominał, musiał go widzieć – ujrzał w jakimś nagłym błysku siebie i ich wszystkich, matkę ojca i trzech braci, w zupełnie innym miejscu? Czy w głowie dziewięciolatka taka myśl w ogóle mogła powstać? Sądzę, że nie. Dziecko ma bowiem naturalne poczucie zakorzenienia i dopóki rzeczywistość sama się nie odmieni, traktuje ją jako niezmienną, trwałą, osadzoną na fundamencie, którego nic nie jest w stanie poruszyć. Coś o tym wiem, bo moja córka (nie byłoby jej na świecie, gdyby tamten chłopiec z Sokala nie przeżył) skończyła właśnie dziewięć lat. Mowa nieba Tkwią więc w ogródku obok niewielkiego drewnianego domu przy ulicy Konarskiego (jest to mała uliczka na skarpie nadbużańskiej, odchodząca od Szlacheckiej; dziś nosi nazwę Gogola) i patrząc na wschód, osłaniają oczy dłońmi. Są w środku tego świata, który już nie istnieje, który jeszcze przez kilka lat będzie stawiał opór historii, ale ostatecznie zostanie zdeptany jej wielkim buciorem. Nie tylko oni stoją na ścieżce pośród grządek. W całym Sokalu ludzie patrzą z niepokojem w niebo, zastanawiając się, co ich czeka, co – po dwudziestu jeden latach wolności – przyniesie ze sobą ta nowa wojna. Kilkadziesiąt kilometrów na południe od Sokala, we Lwowie, przechodnie przystają na Korso, na ulicach i placach, przed operą i pod kolumną Mickiewicza i wskazują palcami gorejący krzyż, widoczny między skrzydłami anioła poezji podającego Mickiewiczowi lirę. Daleko na północy, w mieście młodości autora „Dziadów”, kobiety w chustkach na głowach wychodzą z nabożeństwa w kaplicy ostrobramskiej (jest wśród nich babcia mojej żony, Jadwiga Wasilewska) i także spoglądają w niebo. Powoli się zmierzcha, ale krzyż wciąż świeci – nad Czortkowem i Tarnopolem, nad Stanisławowem i Zaleszczykami, nad Zbarażem, Krzemieńcem i nad Równem. Goreje ten znak wojny i zniszczenia, ta sygnatura płaczu i cierpienia ponad głowami mieszkańców Nowogródka i Nieświeża, Ejszyszek i Oszmiany, pali się nad Wołkowyskiem i Drohiczynem, nad Gdańskiem, Helem i Tucholą, nad Warszawą i Krakowem. Pacjenci szpitala Wszystkich Świętych w Wieluniu, ci, których nie wypisano pod koniec sierpnia, po raz ostatni w swoim życiu wychylają się z okien – trzydzieści trzy godziny później niemieckie lotnictwo będzie testowało nad Wieluniem swoje nowe bombowce. Na tyłach frontu W pierwszych dniach września w Sokalu panuje względny spokój. Wojna toczy się na ziemiach zachodnich, tutaj docierają jedynie informacje o dramatycznych zmaganiach polskiego wojska z Wehrmachtem. Radio warszawskie nadaje marsze wojskowe przerywane komunikatami o zagrożeniu bombowym. „Wiadomości z pola walki były nader skąpe – pisał po latach Janusz Pieczkowski. – Wiadomym było, że nasze wojska stawiają rozpaczliwy opór nad granicą, ale ciągle są obchodzone ze skrzydeł przez szybkie jednostki pancerne i zmotoryzowane. Wiele miast i węzłów kolejowych było ustawicznie bombardowanych z powietrza. [...] Sokal leżał daleko od tych walk. Trwała tu rekwizycja prywatnych pojazdów mechanicznych i zdawanie broni palnej przez te osoby, które miały zezwolenie na jej posiadanie. Dotyczyło to również broni myśliwskiej. Benzyna stała się nagle najbardziej poszukiwanym artykułem”. Do pierwszego ciężkiego nalotu dochodzi, według Pieczkowskiego, 13 wrześ­nia (w kronice klasztoru Bernardynów mowa jest o 12 września). Sześć heinkli 111 atakuje pociąg wojskowy stojący na stacji kolejowej, na zachodnim brzegu Bugu. Polacy ostrzeliwują je z cekaemów umieszczonych na dachach wagonów. Po zrzuceniu bomb na transport wojskowy samoloty kierują się w stronę miasta. Pod ostrzałem broni maszynowej znajduje się przez chwilę główna ulica. Bilans nalotu – w wyniku bombardowania stacji życie straciło przeszło siedemdziesięciu polskich żołnierzy, kilkudziesięciu zostało rannych. W okolicach Krystynopola płonie pociąg, który przewoził amunicję i benzynę. Wszystkie wydarzenia pierwszych dni wojny są skrupulatnie rejestrowane przez autora kroniki klasztoru bernardyńskiego. Opisuje on między innymi tłumy uciekinierów chroniących się przed ostrzałem w zabudowaniach klasztornych, a także wpływ, jaki działania wojenne wywierają na życie wspólnoty zakonnej: „Znowu bombardują. Przerażeni uchodźcy dalej uciekają. Jedni pieszo, inni autami [...], inni wozami [...]. Panika ogarnia i kleryków naszych! Owczy pęd! Chcą dalej uciekać. O. przełożony tłumaczy im, że gdy przetrzymają falę bombardowań, przesunie się ona po nas – i pójdzie dalej siać panikę! Niestety! Chcą uciekać dalej. Mówią, że pójdą pieszo do Leszniowa – inni do Zbaraża itd. Już są po wieczerzy, uparli się i idą. Należy zaopatrzyć ich w dokumenty i prowiant na drogę. Kilku ich usiadło w celi o. przełożonego, wypisują swoje imiona i nazwiska i dokąd idą. O. przełożony podpisuje, daje pieczęć, żywność i pieniądze na drogę – i odeszło ich około trzydziestu – w wieczór o godz. – Została pustka i żal...”. Źródło: Cierpimy, czy nam się to podoba, czy nie. Jedni cierpią jak dobry łotr, inni jak zły. Obaj ponieśli tę samą karę. Jeden z nich umiał jednak uczynić ze swego cierpienia zasługę, przyjął je w duchu pokuty, zwrócił się do Jezusa i usłyszał z Jego ust słowa pocieszenia: Dziś ze Mną będziesz w raju (Łk 23,43). Drugi, przeciwnie – wył, złorzeczył i bluźnił, po czym skonał w najstraszliwszej dwa rodzaje cierpienia: z miłością i bez znosili wszystkie cierpienia z cierpliwością, radością i wytrwałością, bo przepełniała ich miłość. My natomiast złościmy się, gdy przyjdą na nas cierpienia, gdyż nie ma w nas kochali Boga, kochalibyśmy też nasze krzyże, pragnęlibyśmy ich i one by nas cieszyły, bylibyśmy szczęśliwi, mogąc cierpieć z miłości do Tego, który zechciał cierpieć dla się uskarżamy? Biedni poganie, którzy nie mają szczęścia znać [prawdziwego] Boga i Jego nieskończonych słodyczy, noszą takie same krzyże jak my, ale pozbawieni są naszych że wam ciężko. Przeciwnie, w cierpieniu jest słodycz i pociecha, jest w nim szczęście. Trzeba tylko umieć kochać cierpiąc i cierpieć kochając. Na drodze krzyżowej najtrudniejszy jest pierwszy lęk przed krzyżem jest naszym największym nam odwagi do podjęcia własnego krzyża; i tu jest nasz błąd, gdyż wszystko, cokolwiek czynimy, dzieje się w cieniu krzyża, przed którym nie jesteśmy w stanie uciec. Cóż zatem mamy do stracenia? Dlaczego nie mielibyśmy pokochać swoich krzyży i posłużyć się nimi w drodze do nieba? Większość ludzi postępuje jednak odwrotnie: odwracają się plecami do krzyży i uciekają przed nimi. Im szybciej jednak uciekają, tym prędzej krzyże ich doganiają, uderzają w plecy i powalają swoim ciężarem na ziemię… (…)Człowiek, który wychodzi naprzeciw krzyżom, tak naprawdę znajduje ulgę; spotyka je, lecz cieszy się z tego spotkania, kocha je i dźwiga z odwagą. Jednoczą go one z Panem, oczyszczają, odrywają od spraw tego świata, usuwają z jego serca wszelkie przeszkody, pomagają mu iść przez życie, niczym most przerzucony nad rzeką. Spójrzcie na świętych: kiedy ich nikt nie prześladował, prześladowali sami siebie. Pewien pobożny zakonnik skarżył się kiedyś Panu, że cierpi prześladowania. Mówił: „Panie, czym zasłużyłem sobie na takie traktowanie?” Jezus mu odpowiedział: „A Ja czym zasłużyłem sobie na to, żeby Mnie prowadzono na Kalwarię?”. Mnich zrozumiał: gorzko zapłakał, prosił o przebaczenie, i już nigdy więcej nie odważył się podnieść skargi.(…)Dusze całkowicie oddane Bogu odczuwają słodycz wśród cierpienia! Kiedy do wody z octem doda się oliwy, ocet pozostaje wprawdzie octem, lecz oliwa łagodzi jego smak, tak że prawie wcale się go nie tu niedaleko, w sąsiedniej parafii, mały, ubogi chłopiec przykuty do łóżka. Spytałem go kiedyś:Mój biedny chłopcze, czy bardzo cierpisz? Odrzekł mi:Nie, Księże Proboszczu, dziś nie czuję już cierpienia, które przeżyłem wczoraj, a jutro nie będę czuł tego, którego doświadczam chciałbyś wyzdrowieć?Nie, bo zanim zachorowałem, byłem złym dzieckiem i mógłbym znów się takim stać. Teraz jest mi ocet zaprawiony oliwą. Trudno nam to pojąć, gdyż za dużo jest w nas myślenia tego świata. Zawstydzają nas dzieci, w których mieszka Duch Święty. Gdy Bóg zsyła nam krzyże, wzdrygamy się, uskarżamy, szemrzemy, jesteśmy nieprzyjaciółmi wszystkiego, co nie jest po naszej myśli, chcielibyśmy, jak w dzieciństwie, być chowani w wacie, a tymczasem trzeba nam, zamiast w watę, przyoblec się w nieba idzie się po pokusy i zmartwienia są krzyżami, które prowadzą nas do nieba. Wszystkie wkrótce przeminą. Spójrzcie na świętych, którzy szli przed nami. Bóg nie żąda od nas męczeństwa ciała, lecz męczeństwa serca i własnej Jezus jest naszym wzorem, weźmy nasze krzyże i idźmy za Nim.(…) Pewien żołnierz opowiadał mi kiedyś, że podczas bitwy przez pół godziny szedł polem usłanym trupami tak gęsto, że nie było gdzie nogi postawić, a ziemia była grząska od krwi. Tak też jest w życiu: idziemy do niebieskiej ojczyzny drogą usłaną krzyżami i jest drabiną do to pocieszające móc cierpieć pod okiem Boga i wieczorem, podczas rachunku sumienia powiedzieć: „Przez dwie czy trzy godziny byłem dziś podobny do mego Mistrza, biczowany, ukoronowany cierniem i wespół z Nim ukrzyżowany…”Jakiż to będzie wielki skarb w godzinie naszej śmierci! Jak słodko jest umierać, kiedy żyło się na krzyżu!Powinniśmy gonić za krzyżami, jak skąpiec, który goni za dniu sądu usprawiedliwią nas jedynie ten dzień nadejdzie, miarą naszego szczęścia będą nieszczęścia, będziemy dumni z doznanych upokorzeń i bogaci ofiarami! Gdyby ktoś mnie zapytał, co ma robić, żeby się wzbogacić, powiedziałbym mu, że powinien zaś wejść do nieba, trzeba nasz wskazuje nam drogę na przykładzie Szymona z Cyreny – swoich przyjaciół zaprasza do niesienia krzyża razem z pragnie, abyśmy nigdy nie tracili krzyża z oczu – to dlatego umieszczamy go przy drogach, na placach, abyśmy wszędzie, gdzie się znajdujemy, mogli powiedzieć: „Oto, jak bardzo Bóg nas umiłował!” Krzyż swoimi ramionami ogarnia cały drodze do nieba krzyże są jak solidne kamienne mosty nad rzekami. Chrześcijanie, którzy nie cierpią, przechodzą jednak [nad rwącym nurtem rzeki] po cienkim i wąskim mostku, który w każdej chwili może się pod ich stopami zarwać. Kto nie kocha krzyża, też być może dostąpi zbawienia, lecz z wielkim trudem, a potem świecić będzie zaledwie jak blada gwiazdka na niebie. Ten zaś, kto za życia wiele wycierpiał i walczył dla Boga, lśnić będzie [w wieczności] jak piękne słońce.(…) Wrzućcie kiść winogron pod prasę, a otrzymacie pyszny sok. Pod prasą cierpienia z naszej duszy wydobywa się odżywczy i wzmacniający ją samą sok. Kiedy nie ma w naszym życiu cierpienia, wysychamy, lecz gdy nosimy je z poddaniem się [woli Bożej], odczuwamy słodycz i szczęście, które są przedsmakiem nieba. Są przy naszym boku i patrzą na nas aniołowie, Matka Najświętsza i sam człowieka doświadczonego cierpieniami na tamten świat wygląda tak, jakby niesiono go tam na łożu usłanym różami. Z cierni płynie balsam, a cierpienie wydziela z siebie słodycz. Aby je jednak wydobyć, trzeba wyciskać ciernie własnymi rękoma, a krzyże mocno przyciskać do serca, aby napełniły nas swymi życiodajnymi losu stawiają nas pod krzyżem, a krzyż pod bramą do nieba. Aby tam wejść, trzeba być zdeptanym, zszarganym, wzgardzonym i zmiażdżonym. Szczęśliwi na tym świecie są tylko ci, którzy zachowują pokój duszy wśród trudów życia, kosztują bowiem radości dzieci Bożych. Wszystkie cierpienia są słodkie, kiedy znosi się je w zjednoczeniu z Panem Czymże jest? Chwilą dane nam było w tym życiu spędzić tydzień w niebie, poznalibyśmy prawdziwą wartość tygodnia cierpienia. Żaden krzyż nie wydałby się już nam zbyt ciężki, a żadne doświadczenie zbyt gorzkie. Krzyż jest łaską, jaką Bóg obdarowuje swoich pięknie jest każdego ranka ofiarowywać się Bogu i przyjmować wszystkie cierpienia w duchu pokuty za swoje grzechy!Trzeba nam prosić Boga o łaskę umiłowania krzyży, a staną się one słodkie. Sam doświadczałem tego przez cztery czy pięć lat. Rzucano pod moim adresem oszczerstwa, kłamstwa, odtrącano mnie. Niosłem je tak, że zdawało mi się, iż nie dam rady ich udźwignąć. Zacząłem więc modlić się o miłość do nich i wtedy poczułem się szczęśliwy. Mogłem wreszcie powiedzieć, że naprawdę nigdzie indziej nie znajdę szczęścia. Nie ma potrzeby szukać przyczyny naszych krzyży, wszystkie bowiem pochodzą od Boga. Bóg daje nam ten środek, dzięki któremu możemy okazać Mu swoją Jan Maria Vianney – „ZAPISKI Z ARS” Bardzo ważnym – wręcz przełomowym momentem będzie ukazanie się Świetlistego Znaku Krzyża na Niebie (7 dni i nocy przed Ostrzeżeniem), o czym coraz częściej przypominają liczne współczesne Orędzia – polskie i zagraniczne. Przede wszystkim, trzeba będzie upaść przed Nim na twarz – żeby uzyskać uzdrowienie duszy i ciała (jak radzi jedno z nich). Później zaś bez zwłoki, biorąc pod uwagę, że wszystkie Tabernakula świata zostaną puste – NŚ zostanie przez Aniołów zabrany i umieszczony właśnie w tym Krzyżu (w miejscu Ran Chrystusa) – rozpocząć „Adoracyjny maraton”. Nie trzeba bowiem iść do Kościoła, lecz adorować z własnego domu - wystarczy widzieć ten Krzyż z okna (w postawie klęczącej). Dość szczegółowe instrukcje znajdziemy w Przesłaniu do Małgorzaty z dn. r.: „GDY ZGAŚNIE ŚWIATŁO NA NIEBIE I POJAWI SIĘ MÓJ KRZYŻ, KTÓRY ROZŚWIETLĄ TYLKO MOJE RANY, TO BĘDZIE DLA WAS ZNAK, ŻE ZBLIŻA SIĘ OSTRZEŻENIE. BĄDŹCIE WIĘC, DZIECI, GOTOWE, ABYŚCIE DOJRZAŁY TO ŚWIATŁO CHRYSTUSA, KTÓRE BĘDZIE WAS PRZYGOTOWYWAŁO NA TO WIELKIE WYDARZENIE ZESŁANIA DUCHA ŚWIĘTEGO, A KTÓRY POKAŻE WAM WASZE SUMIENIA. JEST TO JUŻ BARDZO BLISKO, I DLATEGO NIE MARNUJCIE CZASU NA NIEPOTRZEBNE PRZYWIĄZANIE DO TEGO ŚWIATA. TEN ŚWIAT ZOSTANIE ODMIENIONY I NIGDY JUŻ NIE POWRÓCI W TYM WYMIARZE JAKI ZNACIE. ZAPOMNICIE O SWOICH PRZYWIĄZANIACH DO NIEGO I NAWET DO NIEKTÓRYCH CZŁONKÓW SWOJEJ RODZINY, KTÓRZY SĄ DALEKO ODE MNIE I NIE CHCĄ SWOJEGO NAWRÓCENIA. KRZYŻ BĘDZIE OŚWIETLAŁ ZIEMIĘ PRZEZ 7 DNI, I WY WTEDY MÓDLCIE SIĘ ZA ODPUSZCZENIE WASZYCH GRZECHÓW, ALE TEŻ NAJBLIŻSZĄ RODZINĘ I INNYCH GRZESZNIKÓW, KTÓRYCH MOŻECIE JESZCZE DO MNIE PRZYPROWADZIĆ. BĄDŹCIE W SWOICH WIECZERNIKACH, ABY NIE ZAKŁÓCAĆ WASZEJ BLISKOŚCI W TRWANIU NA MODLITWIE PRZY MNIE. WIELE OSÓB MOŻE WAM W TYM CZASIE ZAKŁÓCAĆ NASZE ZJEDNOCZENIE, TO UWAŻAJCIE, Z KIM WTEDY PRZEBYWACIE. BĄDŹCIE SPOKOJNI - JA ZAPEWNIĘ WAM WSZYSTKO, CO BĘDZIE POTRZEBNE W TYCH DNIACH. ZAPALCIE POBŁOGOSŁAWIONE ŚWIECE, BO PRĄDU W TYM CZASIE NIE BĘDZIE NA ŚWIECIE, I MUSICIE TO ZROZUMIEĆ, ŻE CZAS BĘDZIE ODMIENNY OD TEGO, KTÓRY ZNACIE W TEJ CHWILI. WASZE SERCA MUSZĄ BYĆ OTWARTE NA MÓJ KRZYŻ, KTÓRY ZOBACZYCIE, I MUSICIE PROSIĆ MNIE O PRZEBACZENIE, BO KAŻDEGO DNIA JESTEŚCIE GRZESZNIKAMI NAWET W SWOICH MYŚLACH. NA TEN CZAS MUSICIE MODLIĆ SIĘ O POKÓJ NA ŚWIECIE, BO JEST ZAGROŻONY: GRUPA LUDZI RZĄDZĄCYCH CHCE WYWOŁAĆ WOJNĘ NA DUŻĄ SKALĘ, ABY JESZCZE WIĘCEJ ISTNIEŃ ZOSTAŁO POCHŁONIĘTYCH, BO PANDEMIA NIE ZABRAŁA TYLE LUDZI CO SOBIE ONI ZAPLANOWALI. GLOBALIŚCI ROBIĄ WSZYSTKO, ABY WAS BYŁO JAK NAJMNIEJ, I DLATEGO TO SZYKUJĄ, A JA UTRACIŁBYM PODCZAS TEJ WOJNY WIELE NIEPRZYGOTOWANYCH JESZCZE DZIECI. BĄDŹCIE, DZIECI, POSŁUSZNE, I SŁUCHAJCIE DO KOŃCA MOJEGO GŁOSU, BO MÓWIĘ TO, ABY JESZCZE URATOWAĆ WIELE DUSZ. JESTEM BOGIEM MIŁOŚCI I, JAK MÓWIŁEM WIELE RAZY, KAŻDEGO Z WAS KOCHAM, BO WSZYSCY ZOSTALIŚCIE STWORZENI PRZEZ BOGA OJCA NA JEGO OBRAZ I PODOBIEŃSTWO. BÓG NIE CHCE UTRACIĆ WIELU Z WAS, BO MIESZKAŃ PRZYGOTOWAŁ WIELE.” Sceptycy się wreszcie przekonają, że proroctwa jednak mówiły prawdę, więc ktoś (po spowiedzi, oczywiście) może przynajmniej w tym momencie oddać się w Niewolę Miłości Trójcy Świętej przez Niepokalaną, a następnie „oddawać” swoich bliskich i nie tylko. I tu mamy problem: skąd brać listy nazwisk, jak nie będzie prądu, a więc także Internetu? Można, oczywiście, przygotować i wydrukować odpowiednie listy wcześniej, ale za wiele nie wydrukujesz. Lub mieć pod ręką jakieś książki, zawierające liczne nazwiska (np. Drukowane książki telefoniczne itp.). Ale mam jeszcze jeden pomysł, zaczerpnięty z tak dawnych czasów, kiedy nie tylko nie było Internetu (o których niektórzy z nas jeszcze pamiętają), ale również prądu (o których już nikt nie pamięta, ale zostały opisane w Historii). Otóż 8 września 1380 roku, w czasie Bitwy na Kulikowym Polu (ros. Куликовская битва), prawosławny mnich (ihumen) Sergiusz z Radonieża, (cs. Prepodobnyj Siergij, igumien Radonieżskij i wsieja Rossii czudotworec) modlił się za dusze zabijanych ruskich żołnierzy, przy czym na bieżąco wymieniał imiona, choć był ok. 200 km od miejsca bitwy, a zabito wiele tysięcy (różnie wg różnych źródeł). Nie wiadomo, w jaki sposób otrzymywał informacje, ale nic nie stoi na przeszkodzie, żeby poprosić Ducha Świętego, by w tak wyjątkowym momencie jak Krzyż przed Ostrzeżeniem udzielił specjalnej i wyjątkowej łaski: podawał w natchnieniu imiona tych, którzy – Jego zdaniem – najbardziej potrzebują w tej chwili naszej modlitwy (jak potrzebowali jej umierający żołnierze w podanym wyżej przykładzie). Kto wie, może niektórzy z nas faktycznie taką łaskę otrzymają. A w każdym razie przecież nic nie stracimy, jeśli o to poprosimy – przecież prosimy w dobrej sprawie (ratowania licznych dusz) i nawet nie dla siebie. Trzecia tajemnica fatimska uznawana jest często za największy sekret Kościoła. To właśnie w treści tego objawienia ukryta ma być prawda na temat przyszłych losów świata. Wiele osób wierzy, że wizja skryta w tej zapowiedzi wypełni się już wkrótce. Wszystko za sprawą sytuacji na Bliskim tajemnica fatimska oficjalna treść W „Orędziu” fatimskim, przekazanym 1917 roku, przez Matkę Pana Jezusa Maryję, Łucji, która spisała treść „Orędzia” i w 1953 roku, został doręczony papieżowi Piusowi XII list, z notatką siostry Łucji na kopercie z tajemniczym dokumentem. – Po 1960 roku, można ogłosić go całemu światu. Papież Pius XII, po zapoznaniu się z treścią tajemniczego dokumentu, był przerażony, ponownie go zapieczętował i zabezpieczył dla swego następcy. Papież Jan XXIII, z treścią tajemniczego dokumentu zapoznał się dwa lata później. Był nią wstrząśnięty. Stwierdził wówczas, że zapowiedziane w „Orędziu” straszliwe „Kary”, nie dotyczą jego czasu. Polecił schować dokument wraz z innymi, najbardziej strzeżonymi tajemnicami watykańskimi i nie udostępniać na zewnątrz żadnych informacji na ten temat. Uważał bowiem, że opublikowanie „Orędzia”, mogłoby wywołać panikę na skalę Fatimskie – zablokowane przez papieża. 3 tajemnica fatimska oficjalna treśćCzy słusznie postąpił, papież Jan XXIII uniemożliwiając opublikowanie tajemniczego dokumentu całemu światu?Papież Paweł VI, po przeczytaniu „Orędzia”, podtrzymał decyzje swoich poprzedników, uznając, że przez jakiś czas dokument ten powinien pozostać tajemnicą Watykanu. Papież Paweł VI wzbraniał się przed upublicznieniem Trzeciej Tajemnicy Fatimskiej, ale nie miał wątpliwości, że należy ją wykorzystać, przynajmniej częściowo, do zapewnienia pokoju na świecie. Nastąpiło to podczas tak zwanego kryzysu kubańskiego. Zapoznanie z fragmentami „Orędzia” przywódców Związku Radzieckiego, Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii w latach 1963-1964 przyczyniło się do zawarcia porozumienia pokojowego. Papież Jan Paweł II po zapoznaniu się z treścią „Orędzia” po zamachu na Jego życie 13 maja 1981 na placu św. Piotra, postąpił podobnie jak jego poprzednicy, odesłał dokument do sejfu. Czas upływał, a „Orędzie” z Trzecią Tajemnicą Fatimską, nie ogłoszone całemu światu pozostawało w sejfie. Samo „Niebo” interweniowało w nocy 1982 roku, w apartamencie papieża Jana Pawła II. O tym jest podane w książce Stefana Budzyńskiego pt. „Dotknięcie Boga”„,Tajemnicza wizja Jana Pawła II”.„Ze źródeł kościelnych dowiedziałem się o dramatycznej wizji jaką przeżył Jan Paweł II na krótko przed kanonizacją o. Maksymiliana Kolbego. Jego sekretarz osobisty ks. prałat Dziwisz usłyszał głośno mówiącego papieża w Jego apartamencie. Był tym zaskoczony, gdyż wiedział, że oprócz papieża, o tej godzinie w rozkładzie dnia papieskiego nikt nie może być obecny, a ponadto Jan Paweł II nie ma zwyczaju samotnie modlić się na usłyszał słowa papieża: „Proszę o miłosierdzie dla Polski”, wszedł do pokoju i ujrzał Ojca św. trzymającego twarz ukrytą w dłoniach. Z jego oczu spływały łzy. Dotknął papieskiego ramienia, pytając: „Czy Waszej świątobliwości coś się stało?” Po chwili milczenia papież odpowiedział: „Nie, nic mi nie jest ! – To dlaczego, Ojczę święty płaczesz? zapytał ks. Dziwisz. – „Gdybyś ty widział to, co ja ujrzałem, też byś zapłakał”.Można się tylko domyślać, że Najświętsza Maryja Panna objawiła papieżowi, przyszłe i jak się wydaje tragiczne losy świata i tej dramatycznej wizji, papież Jan Paweł II, poprosił o przetłumaczenie z oryginału portugalskiego pełnego w przygotowaniu siostry Łucji: Trzeciej Tajemnicy Fatimskiej. Jeden egzemplarz tłumaczenia z oryginału portugalskiego siostry Łucji: Trzeciej Tajemnicy Fatimskiej, przekazał papież Jan Paweł II, Kardynałowi Jozephowi Ratzingerowi, prefektowi Kongregacji Doktryny Wiary, do ogłoszenia przez telewizje, całemu światu.”Przepowiednie Fatimskie okiem ŁucjiDrugi egzemplarz tłumaczenia z oryginału portugalskiego siostry Łucji: Trzeciej Tajemnicy Fatimskiej, przekazał papież Jan Paweł II, polskiemu pisarzowi katolickiemu Stefanowi Budzyńskiemu do ogłoszenia drukiem w Polsce. Stefan Budzyński w książce Pt. „Dotknięcie Boga” informuje: „Obecnie dysponuje pełnym w przygotowaniem III tajemnicy fatimskiej będącym tłumaczeniem z oryginału portugalskiego s. Łucji, chociaż muszę się zastrzec, że nie pochodzi on ze źródeł oficjalnych”. Podane jest o tym na str. 73. W przygotowaniu tak zwanej „Trzeciej Tajemnicy Fatimskiej” został wydany przez Stefana Budzyńskiego w książce Pt. „Dotknięcie Boga” w artykule „Orędzie Madonny z Akita, a III tajemnica fatimska”, na str Fatimskie siostry ŁucjiCałość tłumaczenia z oryginału portugalskiego siostry Łucji: Trzeciej Tajemnicy Fatimskiej, otrzymane od papieża Jana Pawła II, Stefan Budzyński wydał w książce pt. „Przepowiednie dla świata” między innymi przepowiedniami pt. „FATIMA 1917´´. W skład „FATIMY 1917´´, wchodzą otrzymane od papieża Jana Pawła II, też późniejsze „Orędzia” Matki Bożej Maryi, przekazane siostrze Łucji.„FATIMA 1917´´, to przekazany, przez Matkę Bożą Maryję „TESTAMENT” Boga Ojca, spisany w „Biblii nazywanej Apokalipsą”, przez św. Jana, apostoła ucznia Pana Jezusa, w 95 roku nowej ery, gdy św. Jan był zesłany na wyspę Patmos. Aby treść wizji, którą spisał św. Jan, w „Biblii”, była „Nieznana ludzkości”, św. Jan zaszyfrował je, wprowadzając wyrażenia od „Orędziach” fatimskich, Matka Pana Jezusa Maryja, przekazuje już nie zaszyfrowane „Kary”, które dotkną ludzkość całego świata. Ludzkość odeszła od Boga, światem rządzi masoneria – diabeł, który dąży do podporządkowania sobie kościoła i ludzkości całego świata. „FATIMY 1917´´, to „Orędzia” przekazane przez Matkę Bożą Maryję. siostrze Łucji, które wchodzą w jej Tajemnica Farimska, przekazana przez Matkę Bożą Maryję dzieciom w lipcu 1917 roku, od niej jest nazwa historyczna dalszych przekazywanych „Orędzi” przebieg trzeciej wojny w orędzia przekazane siostrze Matki Bożej z 1954 roku.”Słowa” Pana Jezusa, dotyczące poznania „Czasu” wtargnięcia „Obcego ciała z kosmosu” w obszar ziemi i upadek w wody Oceanu Atlantyckiego w pobliżu Morza powietrze, które ogarnie całą Apokalipsy podane jest: „Zapowie ZNAK, który pokaże sie na niebie”.„Ten ZNAK, który pokaże się na niebie, jest ZNAKIEM początku to „Słowa” od Boga Ojca przekazane dn. 09 marca 2008 roku, w kościele przy ul. Gwiaździstej 17, podczas Mszy św. do mnie Wandy Stańskiej-Prószyńskiej. Żadnej innej daty początku Apokalipsy nie będzie, tylko „ZNAK” na niebie, który ją wojna na wschodzie Azji, w której ma być użyta broń jądrowa. Chiny dążą do panowania ludności żółtej rasy nad światem. Do szybszego rozwoju gospodarczego, Chiny potrzebują nowych terenów bogatych w pokłady ropy, gazu i innych bogactw mineralnych. Te tereny obecnie w Azji, należą do Federacji Rosyjskiej. Aby je mieć, Chiny wydadzą wojnę Federacji Rosyjskiej. Przewidywany przebieg trzeciej wojny światowej jest przekazany w „FATIMIE 1917´´ – w Trzeciej Tajemnicy Fatimskiej. Pokonanie Federacji Rosyjskiej na terenie Azji, zajmie Chinom około 2 miesięcy. Podane jest o tym w zaburzeniach w przyrodzie:„Od północy kataklizmy zaskoczą armię chińską już w Europie, w trakcie walk z Rosją. Chińczycy cofną się wskutek potwornych będzie trwało zaledwie kilka tygodni, ale będzie w swej grozie tak okropne, że podobnych klęsk nie było dotąd na ziemi”.Ten powyższy fragment dotyczy „Wyłonienia się nowego lądu” na samej północy z głębi Morza Arktycznego. Potworne trzęsienia ziemi pod dnem Oceanu Atlantyckiego i Morza Arktycznego, spowodują wybuch i wyłonienie „Nowego lądu” – wydźwignięcie dna morskiego, wraz z wodą do góry. Woda runie na lądy i do mórz i oceanu, powodując POTOP, półkuli Północnej. Wydźwignięte do góry „Dno Morza Arktycznego zostanie „Nowym lądem”.Matka Boża Maryja, pragnie uratować ludzi z POTOPU, którzy wierzą w Boga Ojca i Jego Syna Jezusa Chrystusa, lub uwierzą, żeby w ciągu 30 dni od pokazania się „ZNAKU”, na niebie opuścili nizinne tereny północne, na które runie olbrzymia ilość wody morskiej. Woda rozpłynie się po morzach i oceanach, zatapiając tereny nizinne lądu. Poziom wody w morzach i oceanie będzie wyższy niż jest obecnie o kilka samo dotyczy Polski Północnej, na teren Morza Bałtyckiego z Północy, będzie spływała woda morska wyrzucona na teren Szwecji, Filandii i Rosji Europejskiej. Z zachodu z Morza Północnego napłynie wysoka fala wody morskiej POTOPU, która po zalaniu i zatopieniu terenów Niderlandów-Holandii, zalaniu i zatopieniu nizinnych terenów Danii, brzegów Południowej Szwecji i brzegów Północnych Niemiec, będzie wpływała jeszcze wysoką falą POTOPU do Morza Bałtyckiego, z dużą ilością utopionych ludzi i zamieszkała na terenie Świnoujścia, Szczecina i całego terenu nizinnego i terenów brzegowych morskich, w celu ratowania swojego życia, powinna opuścić nizinne tereny brzegowe w ciągu 30 dni i przenieść się na wyższy teren w głębi lądu. Na tereny nizinne napłynie wysoką falą wody morskiej zatapiając, porty, mierzeje, Gdańsk, i inne miejscowości brzegowe, woda wtargnie w dolinę Wisły, zaleje nizinne tereny Żuław. Trudno jest określić o ile podniesie się poziom wody w Morzu będzie następował odpływ, wody morskiej z zalanych terenów, gdy wysoka fala „Potopowa”, rozleje się po całym Oceanie Atlantyckim i Morzu Karaibskim, podnosząc w nich poziom wody o kilka metrów. Przez kanał Panamski i nizinne tereny Ameryki Środkowej, nastąpi samoczynny przelew wody z Morza Karaibskiego do Oceanu Spokojnego. Drugi przelew wody z Oceanu Atlantyckiego będzie do Morza śródziemnego przez cieśninę Gibraltarską. Następne dwa przelewy w pobliżu bieguna Południowego, do Oceanu Indyjskiego i Oceanu ludności z terenów nadmorskich w Polsce, może stracić mieszkania, ze względu na wyższy poziom wody w Morzu jest, że wojsko niemieckie wyda wojnę: Polsce, Czechom Słowacji i Rosji. Partia niemiecka NPD, której szefem jest Pan Ugo Voigt, dojdzie do władzy w Niemczech. Dążeniem partii NPD, jest ziszczenie idei Adolfa Hitlera utworzenie „Wielkich Niemiec”. Aby utworzyć „Wielkie Niemcy”, partia NPD przygotowuje się do ataku na Polskę i na Rosyjski Kaliningrad – dawny polski Królewiec a niemiecki jest o tym, w Trzeciej Tajemnicy Fatimskiej w przewidywanym przebiegu trzeciej wojny światowej. Cytuje: „To co zrobią Niemcy, będzie krokiem samobójczym. Będą liczyć na zajęcie Polski”. Niżej podane jest: „Polska, Czechy i Słowacja wiedząc, że w razie zwycięstwa Niemiec czeka ich zagłada, stworzą wspólną obronę przeciwko Niemcom”. Niemcy chcą włączyć tereny Polski, Czech i Słowacji bez ludności Słowiańskiej. Czeka nas zagłada. Niemieckie wojsko wtargnie na teren Sudetów, aby niszczyć i mordować ludność Polską tam zamieszkałą. Mogą dotrzeć do Wałbrzycha i zaatakować Wrocław. Podane jest w Fatimie 1917, że to ma się stać. Atak wojsk niemieckich runie z Berlina w kierunku Łodzi i Warszawy. Wojsko niemieckie zaatakuje Szczecin i z morza przypuszczą atak na porty i wspólnie z Czechami i Słowacją, będzie można odeprzeć atak wojsk niemieckich na należy obecnie żadnych projektów rozpoczynać na terenie nadmorskim. Bo te, które są trudno będzie ocalić, mogą zostać zalane wodą. Ponieważ zniszczenia w innych państwach będą duże, wspólnie należy się wspomagać. Niemcy nie tylko będą mieli zalane nizinne tereny północne, ale głębinowe trzęsienie ziemi pod rzeką Ren w „Zagłębiu Rury”, spowoduje zniszczenie miast i teren się zapadnie. Olbrzymia ilość ludzi może powinni powrocić do obszar ziemi ma wtargnąć z kosmosu „Planetoida-głaz”, która uderzy w wody Oceanu Atlantyckiego, w pobliżu Morza Karaibskiego, powodując olbrzymie zniszczenia na terenie trzech Pana Jezusa skierowane do ludzkości, o wtargnięciu „Planetoidy- głazu” w obszar ziemi (prawdopodobnie chodzi o planetę Nibiru. Rozpocznie się to w noc bardzo zimną. Grzmoty i trzęsienia ziemi trwać będą dwa dni i dwie noce. To będzie dowodem, że Bóg jest Panem nad którzy będą mieli we Mnie nadzieję i uwierzą Mym słowom, niech się niczego nie boją, bo ja ich nie opuszczę, a także ci, którzy niniejsze objawienia rozpowszechnią dla opamiętania się ludzkości. Kto będzie w stanie łaski uświęcającej i u Mojej Matki, temu też nic się nie stanie. Abyście byli na to przygotowani, podaje wam ostatnia noc będzie bardzo zimna, wiatr będzie huczał, a po pewnym czasie powstaną grzmoty. Wtedy zamknijcie okna i drzwi, nie rozmawiajcie z nikim spoza domu. Uklęknijcie pod krzyżem, żałujcie za swoje grzechy i proście Matkę Moją o opiekę. A kto tej rady nie posłucha, w okamgnieniu zginie. Serce jego nie wytrzyma tego będzie nasycone gazem i trucizną. Ogarnie całą ziemię. Kto będzie cierpiał niewinnie, nie zginie, będzie męczennikiem i wejdzie do Królestwa trzecią noc nastanie ogień i trzęsienia ziemi, a w dniu następnym będzie już świecić słońce. Aniołowie zstąpią z nieba w postaci ludzkiej i przyniosą z sobą pokój na ziemię. Niezmierna wdzięczność uratowanych wzniesie się do nieba w dziękczynnej jaka spadnie na ludzkość, nie może być porównywalna z żadną karą, jaką Bóg zesłał od stworzenia świata. Jedna trzecia ludzkości zginie.

krzyż na niebie przed wojna